Przemiana Vol. 2

Zapraszam do kolejnej odsłony historii mojej przemiany. Tym razem skupię się już bardziej na aspektach rozwoju sportowego, gdyż był to dość burzliwy okres moich biegowych wzlotów i upadków.  A dodatkowo wciąż krystalizowało się we mnie myślenie w kategoriach:  jak trenować, ile trenować i gdzie startować.

Wiele elementów poniższego wpisu radzę traktować jako przestrogę dla początkujących biegaczy.

Serdecznie zapraszam do lektury!

Atak na zapał

Przełom 2013 i 2014 roku, był okresem spokojnych wybiegań i utrwalania nawyków żywieniowych w celu ustabilizowania wagi. Sprawdzałem też sposoby na osiągnięcie balansu między czasem na bieganie, pracą, a życiem osobistym. Ponadto, jeszcze nie do końca wiedziałem co dalej z tym moim bieganiem dalej nastąpi.

W związku z tym, że moje pierwsze Kalenji miały już zdecydowanie dość, w styczniu na promocji zakupiłem bez przemyślenia buty ASICS GT 1000 co okupiłem kilkutygodniową przerwą od biegania wskutek doznania ITBS (z ang. iliotibial band syndrome, czyli zespół pasma biodrowo-piszczelowego) i niezłym strachem przed efektem jo-jo.

Półmaraton na horyzoncie

Jeszcze z lekkim bólem. W końcówce kwietnia zdecydowałem się zapisać na 2. Nocny Półmaraton Wrocławski (lub jak mówią dowcipni – 1. Legalny Nocny Półmaraton Wrocławski 😉 ). Po dokładnym doborze obuwia w sklepie biegowym, zakupiłem  buty z prawdziwego zdarzenia – Brooks Aduro, które przyniosły mi ogromną ulgę w problemach ze wspomnianym wcześniej bólem. Niestety, były one za małe więc wytrzymały tylko 4 miesiące.  W treningu do półmaratonu  korzystałem z planu treningowego dostępnego na stronie bieganie.pl (zainteresowanych odsyłam tutaj). Moja waga ustabilizowała się w maju 2014 na poziomie 68 kg.

Pożegnanie z nikotyną

Przez cały dotychczasowy okres mojego biegania nie byłem w stanie  rozstać się z jedną „przyjemnością” ze swojej przeszłości. Było to palenie, którego początki sięgały ukradkowego popalania od 2002 roku (z 3 letnia przerwą), aż po gruby nałóg od 2007 roku. W obecnej perspektywie mam wrażenie, że to również był ukryty element własnej autodestrukcji, depresji podkręconej objawami niedoczynności tarczycy. Ani razu nie czułem się szczęśliwy z tym że palę, ale zarazem nie miałem ochoty zmieniać tego stanu rzeczy. W momencie rozpoczęcia biegania mój nikotynizm od 2 lat przejawiał się głównie w postaci wchłaniania najmocniejszego dostępnego liquidu z epapierosów, więc wciąż aktywnie podtruwałem swój organizm – być może nawet znacznie mocniej niż w przypadku palenia tradycyjnych papierosów. Wiedziałem, że jako regularny biegacz muszę zmienić ten stan rzeczy.

Na 2 tygodnie przed startem w półmaratonie (1 czerwca) bateria w moim elektronicznym cacuszku ostatecznie dokonała żywota i zamiast kupować nową, postanowiłem stoczyć kolejną w tym krótkim okresie walkę. Wybrałem metodę zwaną „Cold Turkey” polegającą na radykalnym odcięciu się od źródła uzależnienia i chodziłem biegać, co szło mi w początkowej fazie znacznie gorzej niż dotychczas, bo przez pierwsze 4 dni od zaprzestania palenia trzęsłem się jak heroinista na głodzie. Na szczęście, nie palę do dziś. Popularnego efektu przytycia również nie zauważyłem, jednak  wyciągnąłem z tego naukę, że nałogowcem pozostanę już chyba na zawsze.

 Pierwsza połówa

W dniu startu  (14.06.2014) moje poddenerwowanie sięgało zenitu. Kalkulatory biegowe i samodzielnie wykonywane sprawdziany wykazywały, że jestem w stanie pobiec w debiucie magiczny czas 01:30 h, a nawet ciut poniżej tego czasu. Zaraz przed startem z powodu nerwów zostawiłem swojej narzeczonej nawet opaskę z telefonem i zdecydowałem się biec polegając wyłącznie na własnym samopoczuciu oraz trzymać się pacemakerów.

Po pierwszych 5 kilometrach od linii startu odniosłem wrażenie, że obaj panowie z balonikami biegną bardzo nierówno, więc oderwałem się od grupy i postanowiłem biec sam. Wkrótce dołączył do mnie Rafał, który po dziś dzień jest moim serdecznym kolegą i jak się też okazało znacznie bardziej doświadczonym biegaczem. On również zamierzał przebiec ten półmaraton poniżej 01:30h. W sympatycznej atmosferze nie zdołaliśmy się nawet zorientować, że biegniemy na lepszy czas niż zakładany. Po mojej pierwszej biegowej batalii głowy z nogami na ostatnich 3 kilometrach, stawiłem się na mecie z czasem 01:27:59. Czujem się jak Mistrz Świata w Odchudzaniu, bo przecież rok wcześniej ledwo dreptałem Bieg Śladem Konia! 😀  Kompletnie oszołomiony tak świetnym rezultatem, postanowiłem dokonać wyczynu jeszcze bardziej zaskakującego i niewiele myśląc, postanowiłem pobiec swój pierwszy maraton (a zdecydowałem się na 32 Maraton Wrocławski) w czasie 03:00h.

Trening do pierwszego Maratonu

Jako metodę treningową wybrałem mega-katujący plan (dla zainteresowanych tutaj, ale uwaga – oglądacie na zdecydowanie własną odpowiedzialność!), który postanowiłem dostosować do swoich potrzeb i nieświadomy konsekwencji przesunąłem aktywności sobotnie na niedziele.

W lipcu osiągnąłem swoją najniższą wagę – 66,5 kg. Zupełnie olewałem ćwiczenia siłowe, ale dbałem o dobre rozciąganie i jak największy kilometraż, przez co wiecznie poruszałem się na bardzo zmęczonych nogach.

W sierpniu postanowiłem przebiec dwa półmaratony:

  • 4. Półmaraton Henrykowski, który był pierwszym startem po pagórkach i zdecydowanie ostatnim startem w trakcie 35 stopniowego upału (01:29:58)
  • 15. Toyota Półmaraton Wałbrzych, w którym poprawiłem swoją życiówkę na 01:26:21 i pewnie byłoby lepiej, gdybym nie musiał trzykrotnie sznurować butów podczas biegu (polecam te zawody ze względu na dość specyficzną trasę).

Z chirurgiczną wręcz precyzją wykonywałem swój trening i potrafiłem utrzymać tempo 04:15 min/km z tętnem 168 BPM co wydawało się dobrą prognozą. Bardzo mocno wkręciłem się też w książkę „Jedz i Biegaj” Scotta Jurka i myślałem, że jestem na prostej drodze do sukcesu.

Pierwszy Maraton

Ostatnie tygodnie przed startem obfitowały w mnogość przed-maratońskich rytuałów. Miałem starannie dobrane i sprawdzone buty Brooks Launch wraz ze strojem, ustawione splity w zegarku i potężną nerwowość w ostatnich dniach tuż „przed”. Wiedziałem już, że zdecydowanie zaniedbałem ćwiczenia siłowe i starałem się to jeszcze jakoś nadrobić na pagórkach, ale mimo to byłem pewny swego.

W dniu startu wszystko zdawało się być przeciwko mnie (problemy z dojazdem), ale zdołałem znaleźć się na linii startu o czasie. Starałem się trzymać swojego planu i nie dać się porwać z tłumem. Na 10 kilometrze trasy spotkałem Maćka – swojego pierwszego znajomego Vege Runnera w życiu (który całkiem niedawno wcielił się w role świadka na moim ślubie 🙂 ). Postanowiłem się do niego podłączyć i niestety zdecydowanie za dużo gadałem. Kiedy nadszedł 22 kilometr, początkowo coś przestało grać u mnie z tętnem – było ono zbyt wysokie. Musiałem zwolnić i pożegnać Maćka, który był już wtedy wytrawnym maratończykiem. Po 32 km rozpoczęła się moja najgorsza ściana w życiu, podczas której głównie spacerowałem i byłem coraz bardziej na siebie wściekły. Kompletnie obolały dotarłem do mety z czasem 03:29:47 . Po drodze widziałem wiele dramatów i sam zamiast się cieszyć ukończeniem maratonu byłem w rozpaczy.

17
Ilustracja poglądowa pt. „Jak nigdy nie powinno się wyglądać na mecie swojego pierwszego maratonu”.

Po tygodniu postanowiłem się odkuć.

Osłodzenie goryczy

Znalazłem bardzo ciekawy plan treningowy, który wykorzystywał bazę tlenową z treningu maratońskiego (zainteresowanych odsyłam tutaj) i zapisałem się na 1 Cracovia Półmaraton Królewski, który mówiąc krótko bardzo zmotywował mnie do nowego sezonu, gdyż ukończyłem go z czasem 01:20:59 🙂

19
Goniąc życiówkę 🙂

Po tym sukcesie, szybciutko zdecydowałem się zaplanować z góry cały sezon 2015 i przygotować się do maratońskiego „łamania trójki” najlepiej jak będę mógł!

Ale o tym już w następnym wpisie 🙂

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s