Przemiana vol. 3 i ostatni :)

Przed Wami ostatnia część wpisu opisującego moją przemianę z kanapowego kocura do „Trójkołamacza”. Obejmuje on okres od przełomu 2014/2015 aż do momentu złamania przeze mnie „trójki” w maratonie.

Był to czas, kiedy moja głowa wystudziła się co do realności zamierzonych celów biegowych, a zarazem zacząłem ze swojej pasji czerpać więcej przyjemności. Oczywiście nie obyło się też bez przeciwności losu 🙂

Serdecznie zapraszam do lektury!

Orka i Siew

Po sezonie 2014 moje przygotowania do ostatecznego złamania popularnej „trójki” ruszyły z wielką determinacją. Ustaliłem, że biegiem zero będzie Orlen Warsaw Maraton, który miał się odbyć 26 kwietnia 2015, a biegiem sprawdzianowym będzie Półmaraton Ślężański który miał miejsce 21 marca.  Po przestudiowaniu kilku planów treningowych (wykonany już wcześniej plan „po niemiecku” kategorycznie trafił na moją czarną listę 🙂 ) zdecydowałem się przygotować według metody pana Jerzego Skarżyńskiego, która prawdopodobnie ma tyle samo zwolenników jak i przeciwników (dla zainteresowanych jeden z wariantów tego planu znajduje się tutaj – prawdopodobnie nie jest on aktualny w porównaniu z treściami prezentowanymi w książkach tego autora). Dużo zmieniło się w moim planie dnia – miałem generalny remont całego mieszkania, przez co większość planu wykonałem na „uchodźstwie”, w otoczeniu Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu oraz pól wokół Mirkowa. Ze względu na demolkę całego poprzedniego obuwia biegowego zakupiłem parę New Balance 890 v4, które szczęśliwie jako pierwsze przetrwały swój żywot bez przetarć 😉 Miałem też w kolekcji swoje pierwsze buty trailowe – Puma Faas 300 TR.

Z wielką precyzją wykonywałem najbardziej wyczerpujące sesje treningowe, a zarazem odkryłem że siłą dobrego planu treningowego wcale nie jest to, żeby umierać następnego dnia – stąd też właśnie odczucie „nowej jakości”, gdyż nie byłem przemęczony i wyraźnie widziałem jak szybko rośnie moja wydolność. Ponadto, wreszcie wdrożyłem do treningu ćwiczenia mające na celu całościowe wzmocnienie organizmu (mówiąc krótko – siłka w domu).

Łapka w dół

Największą przeciwnością losu w tym okresie była właśnie moja tymczasowa przeprowadzka, a dokładniej nieznajomość terenu po którym wykonywałem treningi – pewnego dnia pod ówczesnym domem zaliczyłem glebę o próg zwalniający wskutek której moja najważniejsza ręka, czyli lewa, trafiła w gips, a ja miałem dwutygodniowego bana na bieganie. Wizja realizacji mojego planu treningowego stanęła pod dużym znakiem zapytania, a ja wpadłem w „czarną rozpacz” 🙂 Na szczęście nie przytyłem, mimo że spożycie słodyczy biło wtedy rekordy.

Powrót do zamierzonego cyklu treningowego nastąpił zaledwie na dwa tygodnie przed pierwszym startem w sezonie, czyli Półmaratonem Ślężańskim. Ostatecznie postanowiłem ten start potraktować jako sesję treningową w tempie ciut szybszym niż maratońskim i stawiłem się na mecie z czasem 01:26:56, co mogło być pocieszające ze względu na fakt, że ledwo wróciłem do biegania.

Nie samo bieganie

Duża rolę w przygotowaniach odegrała sprawa moich pierwszych konsultacji fizjoterapeutycznych, do których doszło całkiem przypadkowo, ponieważ wygrałem voucher na bezpłatną sesję strechingową z fizjoterapeutą. Po pełnej diagnozie byłem zaskoczony swoimi niedostatkami sprawnościowymi o których dotychczas nie miałem pojęcia, a które odgrywają wielką rolę w bezpiecznym uprawianiu biegania.

Pozostała część mojego planu treningowego poszła bez większych komplikacji. Postanowiłem też ponownie zaryzykować z Asics i specjalnie na potrzeby Orlen Warsaw Maraton zakupiłem swoje pierwsze startówki – Asics Gel DS Sky Speed 3.

Przez cały tydzień poprzedzający start znów byłem w magicznym rytuale przygotowań przedmaratońskich. Do Warszawy przyjechałem dzień przed startem i może to Was rozbawić, ale była to moja pierwsza wizyta w stolicy 😉  Zdecydowałem się też pierwszy raz godnie reprezentować klub z którym się identyfikuję – Vege Runners i specjalnie na te potrzeby pożyczyłem klubową koszulkę startową.

Finał

Przed startem zupełnie już na spokojnie przyjmowałem dystans z jakim zdarzy mi się zmierzyć. Dzięki odpowiednio zrealizowanemu planowi treningowemu czułem się w pełni przygotowany do zrealizowania zamierzonego celu. Oczywiście wyruszyłem wraz z pacemakerami, którzy byli obecni na Orlen Warsaw Maraton, w przeciwieństwie do mojego zeszłorocznego debiutu we Wrocławiu. Przez większość dystansu czułem się niewiarygodnie zrelaksowany tempem biegu, pomimo że warunki atmosferyczne tego dnia były paskudne ze względu na zimno, deszcz i bardzo śliską nawierzchnię. Wyjątkowo przypadł mi do gustu ten przyspieszony plan zwiedzania stolicy 😉 Po drodze miałem okazję spotkać kilku Vege Runnersów, a przez długi dystans towarzyszył mi też jeden z nich – Michał, któremu niestety złamać „trójkę” było dane dopiero rok później.

Przemiana_vol_3_tresc.jpg

Na 35 kilometrze trasy czułem się wystarczająco dobrze by zaatakować czas lepszy, niż zakładałem i postanowiłem oderwać się od peletonu. Dopiero na 41 kilometrze dopadło mnie nieprzyjemne zmęczenie i musiałem delikatnie zwolnić, co nie przeszkodziło mi w osiągnięciu celu i dotarłem do mety z czasem 02:58:42. Niesamowicie wzruszony wiedziałem, że tym razem nie muszę się czegokolwiek wstydzić odnośnie mojej osoby, przebyłem ogromną drogę by być w tym miejscu i czasie. I zupełnie nie przeszkadzał mi fakt, że otrzymany medal był przebrzydki 😀

Przemiana_vol_3_tresc2.jpg
Wzruszenie 🙂

Tymi słowami kończę tę historię. Proces przemiany się dokonał. Oczywiście wciąż w swojej pasji się rozwijam, stale poszerzam swoją wiedzę i staram się też uczyć od innych, bardziej doświadczonych biegaczy, co sprawia mi wielką frajdę. Coraz mniej też pamiętam jak to było być tak niezdarnym jak dawniej.  Na nowo nauczyłem się bardzo dużo o sobie i o sile swojej konsekwencji, kiedy potrafię uwierzyć, że coś może odnieść pozytywny skutek.

Całą historię od teraz możecie przeczytać na podstronie o tytule Przemiana, dostępnej w górnym rogu strony 🙂

 

 

3 Comments

  1. Hey! Someone in my Facebook group shared this website with us so I came to check it
    out. I’m definitely loving the information. I’m bookmarking and will be tweeting this to my followers!

    Superb blog and superb style and design.

    Polubienie

  2. Nie jestem fanką historyjek z motywem przewodnim „byłem grubym miśkiem, a stałem się superbiegaczem”, ale Twoją czyta się wyjątkowo dobrze! Nie ma słodzenia w stylu „od tego dnia po prostu się zawziąłem i konsekwentną ciężką pracą doszedłem do sukcesu”, za to widać, jak długi i skomplikowany to był proces. No i zawsze to pozytywnie nastraja, jak się czyta, że ktoś z takimi czasami jak Ty też kiedyś robił te wszystkie głupie błędy, które mi się zdarzają! 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s