Górskie debiuty i pierwsze „pudła”.

Dzisiejszy wpis jest poświęcony temu, co odkryłem relatywnie późno a mianowicie bieganiu po górach.  Wyjaśnię też, dlaczego starty w biegach górskich powoli stają się dla mnie długoterminowym celem biegania.

Serdecznie zapraszam do lektury.

Na swój pierwszy bieg górski postanowiłem wybrać Półmaraton Karkonoski, który miał miejsce 1 sierpnia 2015 roku. Pomysł zapisania na niego zrodził się już w październiku 2014.  Słusznie założyłem,  że idealnie będzie „popchnąć” ten start na bazie swoich zimowo-wiosennych przygotowań do łamania trójki w Orlen Warsaw Marathon.

Według moich osobistych przemyśleń, do sprawnego biegania po górach potrzebne są trzy rzeczy:

  • dużo siły biegowej
  • świetnie rozwinięta stabilność ogólna
  • jeszcze więcej siły biegowej

Jako że ówcześnie zamieszkiwana przeze mnie wschodnia część Wrocławia prawie wcale nie posiada wzniesień, nie miałem zbyt wielu okazji do robienia podbiegów. Większość treningów swojej siły biegowej wykonywałem więc zgodnie ze schematem planu Skarżyńskiego typu 7 x 50 m Wieloskok + 100 m SB (na przykład skip A). Okazjonalnie wybierałem się na tzw. Kilimandżaro, wały nad Odrą lub Szwedzki Szaniec (moje ulubione wzniesienie w Lesie Osobowickim). Dodatkowo regularnie wykonywałem ćwiczenia gimnastyki siłowej ze strony Jerzego Skarżyńskiego (dla zainteresowanych, instrukcje dostępne tutaj).

Po kwietniowym starcie w maratonie mój plan treningowy kolejny raz polegał na wskazówkach wyżej już wymienionego maratończyka (dla zainteresowanych, dostępne tutaj).

Pragnę nadmienić, że przed tym debiutem, ani razu nie wybrałem się aby pobiegać w górach, a mogłem chociażby raz wybrać się w okolice sąsiadującego z Wrocławiem Masywu Ślęży. Skutkowało to zupełnym brakiem wyczucia tempa czy też sporymi niedoborami w technice zbiegów. Tego miałem nauczyć się dopiero podczas startu 😀

Do Szklarskiej Poręby wybraliśmy się dzień przed zawodami. Podczas odbierania pakietu startowego mogłem podziwiać finiszujących tego dnia ultra-maratończyków, porządnie wymęczonych trasą. Spiker witał każdego z osobna, ucinał z nimi krótkie pogawędki, a nawet podbiegał wraz z nimi te kilka ostatnich metrów. Wywarło to na mnie bardzo duże wrażenie, bo nie widziałem nigdy wcześniej tak indywidualnego podejścia i bardzo mi się to spodobało.

W noc przed startem właściwie nic nie spałem, bo byłem bardzo stremowany. Z racji tego, że bardzo lubię Karkonosze, wielokrotnie miałem okazję spacerować szlakami jako jeszcze troszkę cięższy człowiek, co powodowało u mnie czasem morderczą zadyszkę 🙂  Fakt biegu po tych samych trasach wydawał mi się abstrakcją, aczkolwiek od czasu swojej przemiany bardzo polubiłem stawiać sobie wyzwania. Dlatego więc zapisałem się na ten bieg by stawić czoła nie tylko swojej kondycji, ale też ograniczeniu jakim jest mój lęk wysokości.

31

Tuż przed startem moją nerwówkę załagodziła bardzo miła pogawędka z nowo poznanymi Vege Runnersami (Markiem i Krzychem). Z biegu pamiętam, że miałem lecieć zachowawczo, ale jak zwykle pobiegłem na maxa. Przez większość biegu nie czułem, że mógłbym się liczyć gdzieś w stawce i zostałem bardzo zaskoczony informacją na ostatnim punkcie odżywczym, że jestem w pierwszej piętnastce.

37

Po dość spektakularnym pojedynku na finalnym zbiegu ostatecznie zameldowałem się na mecie na 13 miejscu. Momentalnie jednak wyniosłem bardzo ważną lekcję z tych zawodów – założenie na te zawody butów Puma FAAS 300 TR nie było najlepszym pomysłem. Ich podeszwy okazały się tak miękkie, że utraciłem skórę na obu piętach.  Okropny ból został jednak uśmierzony po otrzymaniu smsa od systemu DataSport, kiedy okazało się, że jestem trzeci w swojej kategorii wiekowej, w związku z czym zaliczyłem swoje pierwsze pudło w życiu 🙂 Osiągnięcie czegoś takiego wydawało mi się niesamowite biorąc pod uwagę, że jak wspomniałem – nigdy wcześniej nie biegałem po prawdziwych górach.

42

W tym samym sezonie zdecydowałem się jeszcze pobiec Półmaraton Rudaw Janowickich (24 października), podczas którego doszło do bardzo kuriozalnej sytuacji – z powodu przepięcia taśmy na trasie zawodów wraz z dwoma innymi zawodnikami, zrobiłem o pareset metrów więcej niż reszta uczestników (oraz usłyszałem od obu kolegów wielokrotnie wypowiadany wyraz na k).  Oficjalnie zakończyłem te zawody na 5 miejscu (przed pomyleniem trasy byłem tuż za zwycięzcą….)

Na kolejny swój start górski wybrałem udział w następnej edycji Maratonu Karkonoskiego, tym razem wersji ultra. Poświęcę temu osobny, mam nadzieję że dość motywujący wpis 😉

Jak dotąd, w prawie każdym swoim biegu górskim zaliczyłem pudło, przynajmniej w kategorii wiekowej. Oznacza to że mam chyba pewne predyspozycje do uczestnictwa w takich zawodach i bardzo je lubię. Muszę jednak je dawkować bardzo pragmatycznie z powodu mojej sporej kontuzyjności, zwłaszcza stawów skokowych.

Dzięki tym startom ma nowo poznałem smak gór i poznałem mnóstwo świetnych ludzi.  Wiem już, że w momencie kiedy kompletnie obrzydną mi biegi po asfalcie, będę startować już tylko w górach.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s