PhysioRoll – Recenzja

Dziś opowiem krótko o mojej historii z automasażem, która liczy sobie już 2 lata, a obecnie wkroczyła w nową fazę, po zakupie zestawu Recovery Kit marki Physioroll®, który przy okazji postanowiłem dla Was zrecenzować.

Serdecznie zapraszam do dalszej lektury.

Całość aktywności jaką prowadzimy w ciągu dnia ma swój wpływ na pracę układu ruchu. Nie tylko trening, ale też wykonywane codzienne obowiązki (takie jak na przykład, pozornie nie obciążająca układu ruchu praca za biurkiem) prowadzi do zbudowania swoistego algorytmu – schematu pracy – w którym uwidaczniają się również słabe strony. Obszary wielokrotnie przeciążane, czy uszkadzane mogą prowadzić do utworzenia się tzw. mięśniowo-powięziowych punktów spustowych.  Zwiększone napięcie to gorsze odżywianie tkanki, gorsza cyrkulacja krwi, a co za tym idzie miejscowe niedotlenienie. Następstwem powstania punktów spustowych jest więc zaburzona praca mięśnia, powodująca jego sztywności, a nawet ograniczenie ruchu w stawach. Charakterystycznym objawem obecności punktu spustowego jest bolesna ‚gula’ na mięśniu.

Na początku mojej przygody z bieganiem, a nawet podczas przygotowań do pierwszego maratonu zupełnie nie zawracałem sobie głowy tym zagadnieniem. Uważałem, że złotym środkiem na eliminację bólu w mięśniach jest jest ich regularne rozciąganie (wtedy jeszcze dość nieskuteczne, z racji mojej słabej wiedzy) oraz stosowanie krioterapii. Oczywiście takie środki pomagają uniknąć kontuzji i sprzyjają regeneracji po wysiłkowej, są jednak sytuacje gdy to nie wystarcza.

Pierwsza wizyta u mojego fizjoterapeuty (która notabene miała miejsce tylko dlatego ponieważ wygrałem na nią voucher) zdecydowanie otworzyła mi oczy na problem, a dosłownie – wypłakałem go, gdy fizjoterapeuta się tymi punktami spustowymi zajął 😀  Od tego momentu postanowiłem stawić mu czoła i zająć się na poważnie automasażem w trakcie przygotowań do Orlen Warsaw Maratonu w 2015.

Pierwszym wynalazkiem jaki stosowałem była piłka do tenisa, wałek do ciasta (specjalnie kupiony wyłącznie do tego celu) oraz… 2 litrowa butelka Coli „Original” z Biedronki (oczywiście z zawartością). Ostatni patent polegał na owinięciu butelki jakimś ręcznikiem by było odrobinę przyjemniej i rolowaniu się według wielu dostępnych instrukcji. Taki improwizowany zestaw pozwolił się skutecznie zapoznać z technikami oraz odpowiednią samokontrolą – ponieważ przy rolowaniu panuje zasada by nie robić wszystkiego do odcięcia, to ma pomóc więc uporczywy ból jest niewskazany.  Doraźnie stosowałem go nawet podczas wyjazdów. Jedynym mankamentem była waga i fakt, że ciecz w środku ma swoją mechanikę przez co butelka nie chodzi równomiernie wzdłuż mięśnia i co nie pozwala na pełną koncentrację przy dłuższej sesji.

Wtedy już niecierpliwie obserwowałem pojawiające się na expo rollery marki BlackRoll®, zawsze jednak od zakupu odwlekała mnie ich cena. Miałem okazję nawet spróbować modelu PRO, który wywarł na mnie ogromne wrażenie – był idealny ze względu na twardość i lekkość. Ostatecznie poszedłem na kompromis i okazyjnie zakupiłem bezmarkowy walek z EVA typu „Groove”, który jednak nadaje się tylko do masażu większych mięśni, ma nieregularną strukturę „garbów” i  ciężko się toczy. Szybko zrobił się dla mnie zbyt miękki i przestał mnie satysfakcjonować.

Całkiem niedawno odkryłem, że twarde i lekkie rollery są również produkowane w Polsce, pod marką PhysioRoll®. Zdecydowałem się zakupić pełny Recovery Set czyli Roller, plus Kula oraz masażer typu DuoBall. Do paczki była dołączona również krótka instrukcja oraz jako gratis – paczka gum Mamba, w ramach osłody przed niewątpliwymi doznaniami ze strony tych produktów 😀

Pierwsze wrażenie z rollerem było piorunujące, jest on niewiarygodnie lekki i twardy dzięki zastosowanemu tworzywu – spieniony polistyren o wysokiej twardości. Przetacza się on bardzo łatwo, tak by precyzyjnie wałkować spięte miejsca bez powodowania u siebie zbyt intensywnego bólu. Pierwsze rolowanie miało miejsce po intensywnym treningu – 8 km biegu w tempie progowym, który odbyłem z lekkim bólem w nogach będącym skutkiem siłowni z poprzedniego dnia. O poranku nie odczułem już tak bardzo dolegliwości typowych dla sytuacji kiedy użyłbym swojego dotychczasowego rollera z wypustkami i szczerze mówiąc miałem ochotę wałkować się jeszcze raz, ale niestety nie miałem na to czasu 🙂

Na pełne stosowanie DuoBalla i kuli jeszcze przyjdzie czas – muszę przyznać że nie mam wystarczająco opanowanych technik ich stosowania. Ale jest to kolejna z rzeczy jaką lubię w bieganiu – ciągła nauka i pogłębianie nowych technik usprawniania własnego ciała 🙂

Z mojej strony polecam zakup tego produktu jako kompromis ceny do jakości wobec konkurenta. Cieszę się, że polski produkt może stanowić tak dobra alternatywę. Może jest on troszeczkę miększy w bezpośrednim porównaniu do BlackRolla, ale w pełni spełnia moje oczekiwania i wierzę, że skutecznie pomoże mi w zniwelowaniu punktów spustowych, które nieuchronnie powstają przy mojej intensywności treningu.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s