Dlaczego warto czasem zaciągnąć hamulec….by polecieć bokiem.

Tym przewrotnym, motoryzacyjnym tytułem chciałbym wyrazić potwierdzenie tezy, że czasami lepsze jest wrogiem dobrego oraz, że podjęcie ryzyka okazuje się czasem korzystniejsze, niż uparte dążenie do celu.

Zapraszam do lektury.

Postanowiłem się ostatecznie pożegnać z planem treningowym, opartym o metodę zawartą w książce „Maraton Zaawansowany”. Ostatnie 2 miesiące spędziłem korzystając z tej metody właśnie i kilka dni temu powiedziałem dość. 7 tygodni przed Maratonem w Dębnie to właściwie graniczny moment, by coś w planie treningowym zmieniać. Wolę na mecie zawodów powiedzieć sobie, że dla osiągnięcia dobrego wyniku zrobiłem wszystko poprawnie, bez względu na jego rezultat.

Wyniki osiągnięte w 2016 roku dały mi odpowiednio dużą  motywację do przygotowań na nachodzący sezon. Długo zastanawiałem się nad realizacją jakiegoś nowego planu, ponieważ szukałem odskoczni od metod proponowanych przez Jerzego Skarżyńskiego. Postawiłem na Pfitzingera. Proponowane jednostki treningowe przyjąłem jako rzecz oczywistą i konieczną aby osiągnąć upragniony cel. Nie widziałem niczego złego w tym, że są one dość duże, ponieważ uznałem, że jestem w pełni gotów poświecić dość sporą ilość mojego wolnego czasu. W miarę mijających tygodni zacząłem biegać już naprawdę sporo (od 120 do 137 km tygodniowo) i o każdej możliwej dla mnie porze dnia. Równocześnie maksymalnie dbałem o regenerację i stosowanie środków uzupełniających, co też miło kradło mi czas.

Niestety w pewnym momencie coś przestało dla mnie grać. Rodził się we mnie bunt, a skutkiem tego realizowałem prawie każdy trening na wysokich obrotach, żeby mieć już go „z głowy” i cieszyć się pięknymi statystykami na Endomondo. Wpadłem w spiralę rutyny, która spowodowała u mnie, że w ciągu miesiąca nie byłem w stanie odnotować poprawy w międzyczasach. Niestety, nawet minimalne przyspieszenie powodowało bardzo szybkie zmęczenie w nogach, a co jest kluczowe do pomyślnego ukończenia zawodów w zakładanym czasie. Tak naprawdę podczas niemal każdego treningu robiłem sobie przerwy, pod pretekstem poprawy odzienia lub sznurówki. W rzeczywistości prawdopodobnie odechciewało mi się już biegania, tylko jeszcze nie umiałem tego powiedzieć samemu sobie.

Po kolejnym tygodniu, który był dla mnie naprawdę słaby, zobaczyłem następującą rozpiskę „tygodnia regeneracyjnego”:

Poniedziałek – Dwa biegi regeneracyjne 10 i 6 km

Wtorek – Bieg ogólnoaerobowy 13 km (tempo lekko szybsze od rozbiegania)

Środa – Bieg średniej długości 24 km

Czwartek – Znów dwa biegi regeneracyjne 10 i 6 km

Piątek – 19 km w tym 11 km biegu ciągłego, progowego (sic!)

Sobota – 13 km regeneracji z przebieżkami

Niedziela – Bieg długi 39 km

To kompletnie przelało czarę goryczy i było ostatecznym sygnałem zaniechania tego moim zdaniem, okrucieństwa dla ambitnego amatora. Nawet mój upór nie wydawał się na tyle silny, by kontynuować tę karuzelę, która zapewne doprowadziłaby mnie do przeciążenia i finalnie do kontuzji. W najlepszym wypadku podtrzymałbym przeciętne wyniki względem ponoszonego wysiłku.

Dlatego podjąłem ważną decyzję, którą rozważałem jeszcze przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego, a teraz trochę żałuje, że nie zrobiłem tego wcześniej. Zdecydowałem się na nawiązanie współpracy z Piotrem Ślęzakiem, któremu ufam i wiem, że ma doświadczenie w trenowaniu ludzi. Jak również swoją wiedzę wyniósł z paru ładnych lat studiów oraz startów.

Nauką wyniesioną z ostatnich paru tygodni jest na pewno fakt,  że kompletnie nie warto w imię ambitnych celów szaleć na punkcie treningu i do wszelki zaleceń stosować się „od linijki”. Bieganie jest dla ludzi cierpliwych i tego ZAWSZE muszę się trzymać.

*Oczywiście wierzę w to, że na pewno na naszym globie jest ktoś, komu plan Pfitzingera pomógł w realizacji wymarzonego wyniku. Bardzo chętnie wszedłbym w dyskusję z taką osobą i być może dowiedziałbym się co robiłem nie tak :)

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s