Koniec marca i Finał #roadtodebno

Czas na podsumowanie ogromu pracy wykonanej od połowy października do końca marca, której skwitowanie powiedzeniem „Jak ten czas zleciał” będzie zupełnie nie na miejscu.

Roztrenowanie

Już podczas swojego krótkiego roztrenowania na Maderze wiedziałem, że kolejnym przystankiem w moim prywatnym pociągu pt. Korona Maratonów Polskich będzie start w Dębnie. Pytaniem było tylko, w jakim stylu pokonam tym razem dystans 42.195km bo ciągle gonię za życiówkami. Ponieważ oczekiwania wciąż rosną, postanowiłem zimę przepracować sumiennie jak nigdy wcześniej, zwłaszcza że nie zakończyłem poprzedniego sezonu z jakąkolwiek dolegliwością.

Cykl przygotowań rozpocząłem już w połowie października, aczkolwiek dość łagodnie. Robiłem rozbiegania, wybrałem się też na wycieczkę biegową po Ślęży. Wybierałem się z rodziną na grzyby, podczas których głównie robiłem crossy między drzewami 🙂 Przy okazji dość pilnie szukałem optymalnego treningu siłowego.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Listopad

Listopad był okresem treningu według metody Danielsa. Było w sumie fajnie bo weszło coś nowego do panującej rutyny. Poznałem idealny zestaw ćwiczeń siłowych, który już później wykonywałem przez prawie cały okres przygotowawczy. Wystartowałem też w Biegu Niepodległości,  w którym nie liczyłem na dobry rezultat, ponieważ prawie w ogóle nie robiłem wtedy szybkości, a wyszło całkiem nieźle.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Największym sukcesem listopada była jednak bardzo szybka organizacja Sztafety Charytatywnej dla Kingi, której rozmach zaskoczył nawet mnie samego. Jeszcze raz bardzo chce podziękować każdemu, kto miał swój udział w tym wydarzeniu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Grudzień

W grudniu rozpocząłem karkołomny trening według metody z książki „Maraton Zaawansowany”. Na wskutek czego ledwo wyrabiałem z życiem prywatnym. Przymus biegania i narastające wkurzenie na pogarszającą się pogodę podczas rozgrzewek odbierałem jako konieczne poświęcenie w słusznej sprawie, jaką była wizja życiówki w Dębnie. Święta i okres tuż przed Nowym Rokiem ledwo pamiętam, ponieważ urlop spędziłem prawie cały czas biegając.

Styczeń

Styczeń pociągnąłem jeszcze bardziej zdeterminowany, niż grudzień. Przecież do startu zostały ledwie 3 miesiące! Przy bardzo zdyscyplinowanym treningu (czasami wpadały w ciągu dnia 2 biegi plus siłownia) czułem się coraz słabszy na treningach oraz zaczęło mnie boleć kolano. Apatię na wydłużających się dystansach powiększał fakt, że prawie wszystkie ciekawsze ścieżki we Wrocławiu były zawalone śniegiem.  Ostatecznie nikomu wcale nie odradzam treningu z książką „Maraton Zaawansowany” bo moim zdaniem jest tam sporo pożytecznej wiedzy, ale może jednak byłem zbyt pilny w zaleceniach, a może ta metoda poprostu nie jest dla mnie. Zaniechałem jej mając nabieganych prawie 2000km przez 3,5 miesiąca. We własnym odczuciu niektóre kilometry traktuję jako „śmieciowe”.

Luty

W lutym rozpocząłem współpracę z Piotrkiem Ślęzakiem, co wciąż jest dla mnie rewolucją jeżeli chodzi o jakość treningu. Objętość została przy tym bardzo ograniczona, co wcale nie oznacza, że po treningach czułem się niezmęczony 🙂 Bardzo spodobała mi się zmienność bodźców treningowych, jakie następują w kalendarzu treningowym i nie pozwalają na zagnieżdżenie się rutyny. Dzięki rezygnacji z niektórych jednostek treningowych minęły moje problemy z regeneracją, co jest ogromnym plusem.

Jak przebiegł BPS?

Już jesienią wymarzyłem sobie, żeby marcowe Bezpośrednie Przygotowanie Startowe zostało zaplanowane inaczej, niż dotychczas to robiłem. W porozumieniu z trenerem, rozpisałem sobie, by w ramach przetarcia, co drugi weekend startować w zawodach – najpierw zawalczyć o życiówkę na 10. Wroactiv, później już treningowo pobiec w Półmaratonie Marzanny. Jedyne co poważnie stało na przeszkodzie, to dość mocne przeziębienie, które udało mi się zwalczyć bez konieczności przerywania treningu. Choć przyznam szczerze, to nie odpuszczałem tylko ze względu na determinację.

Półmaraton Marzanny

Co mogę powiedzieć o tym ostatnim? To był najmocniejszy trening jaki przeprowadziłem w ciągu ostatniego pół roku, a im gorsze byłyby warunki na trasie tym lepiej dla mnie. Chodziło przecież nie tylko o podbudowanie ostatecznej formy ciała, ale też o zbudowanie znacznej pewności siebie przed docelowym startem.

Plan na bieg był następujący:

  • 0 – 5 km pobiec do 3:55 min/km
  • 5 – 10 do 3:50 min/km
  • 10 – 15 do 3:45 min/km
  • 15 – 20 do 3:40 min/km
  • Ostatnie 1.097 km w ‚trupa’

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Mimo wyjątkowo mocnego wiatru na trasie (na który narzekali nawet najlepsi) plan wykonałem prawie idealnie (z drobnymi odchyleniami o 3 sekundy). Finiszowałem z wynikiem 1:20:13 i właściwie na mecie byłem wypoczęty 😉 W subiektywnym odczuciu to był zupełnie inny bieg w porównaniu z zeszłorocznym startem kontrolnym na półmaratonie w Poznaniu, gdzie biegłem prawie cały dystans „w trupa” i osiągnąłem czas lepszy zaledwie o 50 sekund. Dzięki temu mogę rzeczywiście powiedzieć, że długie miesiące i litry wylanego potu przyniosły progres.

Bilans przygotowań

Publikuję ten tekst w otoczce niepowtarzalnej atmosfery, jaka towarzyszy u mnie wyłącznie przed startami na koronnym dystansie. Jak zawsze lekko poddenerwowany, naładowany makaronem i nad kolejnym kufelkiem soku buraczanego 🙂

Pierwszy plus – Jakże ja pięknie umiem biegać szybciej i nie zdychać! Wcześniej bieg w trzecim zakresie oznaczał u mnie niesamowite katusze. Dosłowne ‚byle co’ potrafiło mnie wybić z rytmu i biegałem to bardzo mało ekonomicznie. Teraz umiem utrzymać większą koncentrację. Wielka zasługa tutaj jest ze strony Piotrka,  pod tym kątem pokierował mój trening na właściwe tory.

Ogromny plusikiem jest solidna praca ogólnorozwojowa. Tym razem nie ćwiczyłem wyłącznie w domowym zaciszu na macie, bez solidnego ochrzanu na nie do końca odpowiednią technikę ćwiczeń więc i ona uległa poprawie. Przy okazji moje zajęcia grupowe mają taką zaletę, że znacznie łatwiej idzie mi przekroczyć granicę „niechcenia”, tak więc mistrzem robienia pompek jestem zawsze w grupie 🙂 W domciu po 30 mam dość i jest to pewnie typowe dla mnie lenistwo.

Żebym sobie tak nie słodził. Są też minusy. Na pewno muszę wyznać, że nie udał mi się plan zmniejszenia wagi. Wskazówka stanęła na 71 kg i nie chce drgnąć. Mogę powiedzieć, że przecież całą zimę ostro przerzucałem żelastwo, więc i przybyło mi tej ‚suchej masy’. Ale też bywały okresy w jakich sobie folgowałem i wcale nie trzymałem się twardo postanowienia nie sięgania po słodkieeeee…. Może latem się uda, na pewno musi się udać 😀

Problem ze spaniem niestety muszę dalej zwalczać, poprzez wspomaganie się melatoniną. Być może spróbuję w najbliższym czasie skorzystać z pomocy specjalisty.

Zatem w drogę!

Już jutro wyruszamy w podróż w okolice, w których byłem ostatnio 7 lat temu, a to już stanowi podwaliny do ciekawej przygody.

Czy podjęte wysiłki i wyrzeczenia przyniosą oczekiwany sukces? Nie wiem, ale  jestem pewny, że na mecie stawie się przeładowany endorfinami 🙂

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s