5. Nocny Wrocław Półmaraton – Przemyślenia przyszłego Pacera.

Jakiś czas temu otrzymałem propozycję żeby wystąpić w roli Pacemakera podczas 5. Wrocław Nocnego Półmaratonu (który odbędzie się 17 czerwca 2017) na którą z chęcią przystałem. Jako że miałem możliwość wyboru czasu na jaki chciałbym poprowadzić grupę biegaczy, zdecydowałem się na czas 1 godzina i 30 minut. W tym cyklu artykułów postaram się przekazać swoje subiektywne spojrzenie na to, co wypadałoby zrobić przez te ostatnie 8 tygodni przed startem, aby być solidnie przygotowanym i dzięki temu uzyskać zakładany czas 🙂

Jak niektórzy pamiętają z moich planów na 2017 rok nie nosiłem się specjalnie z zamiarem startu w jakimś szczególnym półmaratonie, a zwłaszcza w kolejnej edycji Nocnego Półmaratonu we Wrocławiu. Uznałem, że będę się zapisywać na takie biegi wedle swojego uznania i dyspozycji.

Propozycja

Gdy dostałem jednak propozycję zostania pacemakerem na tej imprezie (co jest poniekąd związane z tym, że zgłosiłem się do „zającowania” podczas 35. Wrocław Maratonu) nie wahałem zbyt długo i zgodziłem się. Czas 1:30 również był dla mnie oczywistym wyborem – co prawda jest to mój debiut w roli „zająca”, ale to tempo jest obecnie (i mam nadzieję, że do tego czasu dalej będzie) dla mnie komfortowe.

Stoję w tym momencie przed wyzwaniem, którego doświadczę po raz pierwszy od niemalże 4 lat uprawiania biegania. I nie będzie kłamstwem stwierdzenie, że jest to dla mnie coś ekscytującego i zarazem stresującego. Tym razem nie będę przecież odpowiedzialny tylko za swój własny wynik, ale również mam postarać się o to, by każdy chętny mógł mi zaufać i skorzystać z mojej pomocy w uzyskaniu swojego upragnionego wyniku.

Uprzedzając pytania o moją wizję prowadzenia grupy – bardzo chciałbym poprowadzić wszystkich równym tempem z zachowaniem minimalnej rezerwy czasowej (najlepiej zyskując po 2-4 sekund na kilometrze), aby uniknąć strat jakie mogą być wynikiem nieprzewidzianych zdarzeń na trasie.

Nie wydaje mi się, by podawanie gotowego przepisu na plan treningowy pod 1:30 było dobrym pomysłem, gdyż obecnie internet roi się od takich programów. Z mojego doświadczenia najbardziej rozsądne wydaje mi się skorzystanie z planów pana Jerzego Skarżyńskiego lub też Jacka Danielsa. O ile ma się dobrze przepracowaną zimę. Ja bynajmniej z nich nie korzystałem ani tej bazy nie miałem 😉

Debiut

W tym momencie warto będzie przybliżyć historię przygotowań i samej realizacji mojego debiutu na dystansie półmaratonu, który również miał miejsce na Nocnym Półmaratonie we Wrocławiu w 2014 roku. Uzyskałem wtedy czas, który dał mi ogromnego motywacyjnego kopa do uprawiania tej dyscypliny i ciągłego doskonalenia się w niej. Bo jak nie być zmotywowanym, gdy po roku od rozpoczęcia przygody z bieganiem z poziomu totalnego zera kondycyjnego stawiłem się na mecie z czasem 1:27:59?

Jak trenowałem?

Warto zaznaczyć, że całą wiedzę czerpałem wyłącznie z internetu i nie miałem nawet żadnej fachowej pozycji książkowej traktującej o metodologii treningu. Nie posiadałem wtedy jeszcze zegarka z GPS, więc do rejestrowania wyników używałem wyłącznie telefonu z aplikacją, co obecnie wydaje się być dla mnie abstrakcją. Nie mogę niestety sobie przypomnieć, jaki plan treningowy był dla mnie wówczas podstawą, ale postarałem się więc zrobić analizę wszystkich swoich treningów zarejestrowanych na Endomondo zimą 2013-2014 i wiosną 2014 roku.

Pierwszy dystans 20k m pokonałem 29 września 2013 roku i było to bardzo luźne rozbieganie, w formie sprawdzenia się, czy w ogóle podołam takiemu dystansowi. Tydzień później powtórzyłem ten wyczyn i…. nie trenowałem ponad miesiąc z powodu choroby. W listopadzie zaliczyłem dosłownie jeden trening i do biegania wróciłem w grudniu na oszałamiające 3 treningi. Forma była raczej pikująca w dół. Pamiętam, że bardzo przejmowałem się, by nie wrócić do starej wagi i nie odżywiałem wystarczająco dobrze.

Do prawie regularnego biegania wróciłem wraz z początkiem stycznia 2014 roku. Z tego co widzę po swoich treningach to nie biegałem więcej niż 8 – 11 km i to ledwie 3 – 2 razy w tygodniu. Wszystko w tempie powyżej 5 min/km. Borykałem się z bólami kolan, co było prawdopodobnie skutkiem ITBS . Zamiast pójść wtedy do fizjoterapeuty, brałem wszystko na przeczekanie i często pauzowałem treningi oraz kupowałem jakieś VooDoo stabilizatory na kolana. W lutym schemat był bardzo podobny, w tygodniu biegałem max. 2 razy po 9 km, w weekend ciut dłużej bo 12-14 km z przerwami na kolejne „leczenie” kolana bądź Achillesa za pomocą mrożonki (na przykład okład z zamrożonej zupy). W marcu kolejna dłuższa awaria spowodowała, że biegałem dokładnie 10 razy i tylko raz więcej niż 15 km. Gdy patrzę na kwiecień 2014, to moje włosy stają dęba, bo biegałem zaledwie 7 razy z czego 6 biegów to były 8km przebieżki. Tempa nie były oszałamiające, średnio latałem 4:50 min/km i nie stosowałem żadnych środków typu interwały czy podbiegi, a moje wykresy biegowe z tamtego okresu wyglądają jak krzywa EKG przy migotaniu przedsionków. Jak sobie przypomniałem to czasem porobiłem skipy i wieloskoki.  Jeszcze jedno – wciąż paliłem papierosy 🙂

Podsumowując krótko: zima i wczesna wiosna były przepracowane gorzej niż fatalnie. Sprawę pogarszał fakt, że nie stosowałem wtedy jeszcze żadnych ćwiczeń uzupełniających. Co było więc punktem zwrotnym? 2 edycja Nocnego Półmaratonu nie cieszyła się jeszcze obecną popularnością, więc zapisy były dostępne nawet 40 dni przed startem. Zapisując się uznałem, że robię coś szalonego. Jednocześnie wiedziałem, że nie będę mógł pozwolić sobie na unikanie kolejnych treningów.

Ruszyłem z regularnym treningiem na 1,5 miesiąca przed startem, na podstawie schematu znalezionego gdzieś w odmętach internetu. Prezentował się on następująco i był bardzo nierozsądny:

Wtorek – 8 km w tempie 4:50

Czwartek – 10 km w tempie 4:30

Sobota – 10 km w tempie 4:10-4:20 (w moim przypadku wtedy umieralnia)

Niedziela – Rozbieganie 20-28 km w tempie 4:50.

I to wszystko – w kółko powtarzany okrutnie nudny schemat. Jedyne co, to bardzo dbałem o dobre rozciągnięcie się (a raczej wtedy wydawało mi się, że robię to poprawnie). Panika za to rosła z tygodnia na tydzień 🙂

Pojawia się zatem pytanie:

Jak tego dokonałem?

Przy tak marnym treningu, krótko po zerwaniu z nałogiem? Myślę, że zdecydowanie pomogło mi idealne nastawianie mentalne na ten bieg, połączone z potężnym wyrzutem adrenaliny. Nie zjawiłem się tam z przeświadczeniem, że „jakoś to będzie”. Pojawiłem się z ogromną podbudową wewnętrzną pt. „nie ma wała i zrobię to”. Z perspektywy czasu było to ryzykowne, bo mogłem być mocno rozczarowany, ale bardzo mi to pomogło w osiągnięciu celu.

Muszę szczerze przyznać, że nie trzymałem się długo pacemakerów na 1:30, bo ich styl prowadzenia zupełnie mi nie odpowiadał. Pobiegłem samodzielnie, a następnie z gościem, który akurat miał taki sam cel jak ja (ale trenował znacznie solidniej oraz miał doświadczenie w maratonach).

Ja, pacemaker

Tym razem sam staję po drugiej stronie. Nie walczę o kolejną życiówkę, ale o to by to inni mogli ją osiągnąć (lub pobiec z zadowalającym wynikiem). Mam nadzieję, że wśród czytelników powyższego wywodu znajdzie się ktoś zdecydowany na taki wynik i dzięki temu będę mieć okazję poznać swoich towarzyszy szybciej, niż krótko przed wystrzałem startera. Jeżeli chcecie otrzymać porady na temat przygotowań – piszcie do mnie śmiało. Obiecuję, że nie zostawię żadnej wiadomości bez odpowiedzi. Tymczasem pracujcie wytrwale, to zawsze się zwraca 🙂

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s