5. PKO Nocny Wrocław Półmaraton – Relacja

Ulubiona trasa, idealna pogoda i świetni kibice. Parę słów o sztuce czerpania radości z najwolniejszego półmaratonu w sezonie!
Wciąż we mnie szumią emocje po sobotnim starcie. Dziesiątki podziękowań za linią mety zbudowały we mnie uczucie, które będę bardzo miło wspominać. Debiut w roli pacemaker‚a udał się w stu procentach i pierwszy raz od dawna nie mogę sobie zarzucić, że coś wymagałoby poprawy 🙂

Przed startem

Tak jak zalecałem w moim poradniku przedstartowym,pobudka była wyjątkowo późna, bo dopiero o 10. Zdecydowałem też, by to śniadanie było największym posiłkiem przed wieczornym startem i ładowałem węglowodanów, ile wlezie. Po śniadaniu wybraliśmy się z Żoną na spacer z solidną kawą w tle w celu rozruszania mięśni.

Mimo że start w półmaratonie na czas 1:30 nie stanowi dla mnie większego wyzwania, w godzinach południowych zaczęła mi się udzielać atmosfera nadchodzącego wieczora. Dawno nieodczuwane i bardzo dla mnie przyjemne poddenerwowanie sprawiło, że dochodziło do całkiem zabawnych sytuacji. Poza spacerem resztę dnia spędziłem w domu, rozluźniałem się i jak najmocniej starałem się nie podjadać.

Około godziny 17 zostałem w domu sam, gdyż Żona miała inne plany na ten wieczór. Tutaj poddenerwowanie podsycone energiczną muzyką Motorhead zaczynało dominować nad troską, by prowadzenie grupy było udane. Mimo że miałem jeszcze mnóstwo czasu, postanowiłem przemieścić się do ulubionej kawiarni. Około 19:30 zdecydowałem o transporcie na teren Stadionu Olimpijskiego.

Na miejscu było już mnóstwo ludzi idących w każdą stronę. Miałem wrażenie, że przemieszczenie się z bramy głównej w kierunku biura zawodów zajęło dwukrotnie dłużej niż zazwyczaj. Tam czekała na mnie koszulka pacemakera i zostałem też poinformowany o konieczności odebrania balonów około 21:30. Szybka fotka na tle ‚ścianki’, której nie było poprzedniego dnia w biurze zawodów i poleciałem dalej.

Znów przemierzyłem większość terenu imprezy, by wykonać pierwszą pamiątkową fotkę wraz ze Ślęzak Teamem. Krótka rozmowa, życzenie powodzenia i tuż przed 21.00 spieszyłem przez tłum, by zdążyć na wspólną fotkę z członkami Vege Runners :)

19244307_693243297549054_1732572637_n

Droga do namiotu, w którym odebrałem balon, była już krótka. Zaczynało się robić późno. Po chwili osprzęt pacemakera był już w pełni zamocowany (przy znaczącej pomocy koleżanki i kolegi). Jeszcze szybka fotka wraz z pozostałymi Zającami ze stowarzyszenia Pro-Run i pognaliśmy z Maćkiem na rozgrzewkę w stronę wałów nad Odrą.

Bieg

Ustawiłem się mniej więcej w połowie czerwonej strefy startowej, dedykowanej chętnym na bieg szybszy niż 1:40:00. Lekko niepokoiła mnie mżawka, która pojawiła się tuż przed wystrzałem startera. Ze względu na ogromną frekwencję tego dnia, w strefie było bardzo ciasno i lekko bałem się ryzyka utraty czasu na pierwszych kilometrach, zwłaszcza na rondzie, które znajduję się tuż za bramką startową. Nie chciałem, by skutkowało to ‚zajechaniem’ podopiecznych zbyt szybkim tempem w celu nadrobienia ewentualnych zaległości, więc moje wyjście było zdecydowane. Prawie od razu spotkałem innego Pacemakera, Roberta, z którym postanowiłem biec aż do samej mety. Mijane kilometry szły bardzo szybko, bieg był komfortowy i umilaliśmy go sobie wspólnymi pogawędkami z wyraźnym trzymaniem swojego tempa w ryzach. Cały czas mieliśmy też na względzie zachowanie bezpiecznego, półminutowego zapasu, który zapewniałby utrzymanie czasu netto w razie nieoczekiwanego postoju. Przed startem, głównie za pośrednictwem Instagrama miałem okazję poznać kilku śmiałków, których zamiarem było zrobienie nowej życiówki w półmaratonie. Dzięki temu biegło się jeszcze raźniej, a nawet miałem okazję uciąć zbyt długą pogawędkę Filipa na 8 kilometrze, co okazało się dla niego korzystne na ostatnim kilometrze 🙂

Tegoroczny półmaraton był utrzymany w tematyce filmowej i nie odznaczało się to tylko w charakterystycznych graficznie numerach startowych. Ważnym elementem na trasie były punkty z odgrywaną muzyką filmową, co bardzo mile nastrajało do wytężonego przebierania nogami. Stałym elementem trasy są iluminacje, na które w tym roku mogłem zwrócić większą uwagę i robiły one bardzo dobre wrażenie. Szczególne podziękowania chciałbym złożyć kibicom, którzy naprawdę mocno starali się mimo niesprzyjającej do kibicowania aury. Daliście radę!

Dotychczas ścigając się na zawodach, nie miałem wyobrażenia. Jak bardzo liczną grupę stanowią chętni na pokonanie półmaratonu w czasie około 1:30:00. Jest to dla mnie bardzo ważne doświadczenie. Bywały trudne momenty, w których musiałem prosić o zachowanie uwagi na innych biegnących. Mogłem też dobrze podejrzeć pracę doświadczonego kolegi z grupy pacemaker, który w odpowiednich momentach ostrzegał o przeszkodach na trasie, uwzględnię to następnym razem! Mimo wszystko udało się utrzymywać bardzo równe międzyczasy przez większość trasy. Od początku do 17 kilometra międzyczasy trzymały się w zakresie 4:10 – 4:17 min/km co nie jest aż tak uciążliwe dla biegacza, który ma zamiar łamać 1,5 godziny. Najszybszym kilometrem był 18, na którym daliśmy czadu na dość długim zbiegu i mając wiatr w plecach (wyszło 4:04 min/km). Następne kilometry były już spokojniejsze (średnio 4:12 min/km).

Ostatni kilometr był dla mnie dość spektakularny. Większość grupy postanowiła przyspieszyć, by doszlifować wynik. Zauważyłem jednak, że Filip, o którego życiówkę postanowiłem zawalczyć miał już wyraźnie dość i trzymał się za brzuch. W tamtym momencie zatrzymałem się na chwilę, by do mnie dobiegł i prawie cały ten kilometr spędziłem, siedząc mu na plecach i pokrzykując, by jednak się nie poddawał i udało się! 😉

W końcu zameldowałem się na mecie z czasem 1:29:29 z pięknym, półminutowym zapasem. Nie za dużo, nie za mało. W tym roku nie było na mecie tak ciemno, jak w ubiegłych latach. Finalny odcinek pokonywaliśmy po torze żużlowym nowo wyremontowanego Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu. Światła jupiterów (swego czasu najmocniejszych w Polsce) dawały tak wielką jasność, że zupełnie nie widziałem swojego cienia. Jeszcze chwilę biłem brawo innym finiszerom, którzy biegli cały ten dystans za mną. Po czym nastąpił zmasowany atak podziękowań w moją stronę, jak również i innych pacemakerów stronę. Niewiarygodne uczucie, które dało mi pozytywnego kopa odczuwanego jeszcze teraz!

Chwilę po wszystkim czułem wielki niedosyt faktem, że już nie biegniemy, że jest już po wszystkim. Starałem się ze wszystkich sił, by tych obrazów nie zapomnieć. Mam nadzieję, że podczas następnej okazji do bycia pacemakerem podczas maratonu we Wrocławiu Będę mógł pochwalić się takimi samymi, lekko nawet wzruszającymi odczuciami 🙂

Subiektywna opinia o biegu.

To, co od wczesnej wiosny było ogłaszane jako wielki sukces Nocnego Półmaratonu we Wrocławiu. Jest w moim odczuciu jego bolączką, chodzi mi o frekwencję. Bardzo cieszy mnie ogromne zainteresowanie tym biegiem ze strony biegaczy z całej Polski, jak również zagranicy. Jestem jednak zaniepokojony faktem, że trasa we Wrocławiu momentami była za wąska już w naszym, średnio dużym peletonie. Szczególnie można było to odczuć na wszystkich punktach nawadniania oraz na odcinku przy ulicy Świętej Katarzyny. Nie wiem, jak źle było za Nami, ale sam przybiegłem w pierwszych 5% procentach finiszerów!

Organizator bardzo średnio rozwiązał też kwestię funkcjonowania depozytu. Co prawda worki tym razem były jasnego koloru, co pomagało odczytać napis na nich zawarty. Miałem jednak wrażenie, że wolontariusze gubią się w sposobie umiejscowienia worków i ich późniejszej identyfikacji. Sam będąc po swój worek dość wcześnie czekałem na niego prawie 10 minut! Z relacji znajomych słyszałem, że później dochodziło tam do niemal dantejskich scen. Które eskalowały do samowolnego pobierania worków przez biegaczy. Uważam to zachowanie za haniebne, ale nie mam tutaj zastrzeżenia do wolontariuszy, bo chyba zostali zbyt mocno zostawieni sami sobie.

Ostatnim i chyba najbardziej dotkliwym babolem jest sprawa wydawania posiłków regeneracyjnych. Były one dostępne zaraz po wyjściu ze stadionu, co jest fajnym pomysłem. Depozyty były jednak dość daleko, paręset metrów i wyjście z okolic namiotów z jedzeniem skutkowała niemożnością powrotu do nich. Nie uwzględniono niestety, że niektórzy po dotarcie na metę lubią się szybko ubrać. Na dworze było około 12 stopni i zwykła folia NRC nie była wystarczającym okryciem.

Musiałem wymienić tych kilka uwag, które położyły niewielki cień nad ogólnie pozytywnym całokształtem imprezy we Wrocławiu. Nie wykluczam, że w przyszłym roku znów wezmę udział w tym biegu, nie wiem jeszcze w jakim charakterze. Choć bardzo chętnie bym się kolejny raz ścigał 🙂

14 Comments

  1. Jeśli chodzi o szerokość trasy, to w przypadku strefy pomarańczowej miejscami było naprawdę słabo – prędkości zawodników były tak zróżnicowane że ciężko było wyprzedzać, bo po prostu nie było na to miejsca, tempo było strasznie szarpane, z tego co widziałam to nie tylko moje w tej grupie . Do depozytu nawet nie miałam szans się dopchać. Pewnie za rok tez pobiegnę, ale to juz bardziej z sentymentu😁

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bardzo ciekawa relacja, dzięki! Ja uczestniczyłam w imprezie jako osoba towarzysząca i polecam każdemu, kto ma mozliwość, by zabrał kogoś takiego ze sobą. Dzięki temu mogłam robić za depozyt, przytrzymać plecak, wodę i powitać swojego partnera na mecie. 🙂 W kwestii komunikacji, dość szaleńczo zdecydowaliśmy się na dojazd rowerem, ale okazało się to najlepszą z możliwych opcji. Szybko i bezproblemowo dotarliśmy do domu tempem relaksacyjnym dla zmęczonych nóg.

    Polubienie

    1. Hej 🙂 Tym razem byłem zdany na siebie. Żona miała szampańską zabawę. Szanuję Twoją decyzję odnośnie czekania na mecie, ale nie zawsze powinniśmy obciążać swoją pasją tych, którzy niekoniecznie mają wolę czekać godzinami. Zwłaszcza gdy mają coś innego w planach. I wtedy właśnie organizator powinien stanąć na wysokości zadania!

      Polubienie

      1. Tam jeszcze nie jest najgorzej, bo przynajmniej widzisz się na trasie dwa razy 😉 Nie zawsze jednak warto brać ze sobą całej familii, chociaż dla higieny miru domowego 😀

        Polubienie

  3. Hej 🙂 akurat ja mam porównanie Wrocławia z Poznaniem i tutejszy półmaraton w kwestiach organizacyjnych musi czerpać z Poznania, bo jeszcze im wiele brakuje. Komunikacja związana z biegiem (autobusy, tramwaje to niestety porażka) kierowcy busów nie wiedzą jak jechać mają gigantyczne opóźnienia. Nie widziałem żadnych drogowskazów na jakiś najbliższy możliwy przystanek itd. itd. kompletna porażka. Powrót zajął mi półtorej godziny, gdzie w Poznaniu to jest 15 minut, tam po biegu od razu idziesz na tramwaj i nim odjeżdżasz. Wszystko to co napisałeś w relacji to prawda zgadzam się, zresztą razem biegliśmy przez 20 kilometrów i musieliśmy się właśnie zmagać z tymi problemami. Ja dodam od siebie, że droga startowa jest za mała, przez to ten start jest dłuższy niż w Poznaniu. Muzyki rzekomo dużo, a według mnie jednak mało, w Poznaniu są kapele muzyczne i dają znacznie więcej energii niż muzyka puszczana z laptopa tak jak tutaj miało to miejsce 🙂 Także sporo pracy przed Wrocławiem aby ten półmaraton był na poziomie poznańskiego, teraz już wiem za co się płaci w stolicy Wielkopolski.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Hej! Miałem okazję pobiec w Poznaniu w zeszłym roku I moim zdaniem to był naprawdę wzorowy Półmaraton. Całkiem ciekawy pakiet, fajne expo I bezproblemowa trasa (zespołów nie pamiętam, bo walił arcydeszcz). Jedyne nad czym ubolewam to uparte trzymanie się zwrotnych chipów startowych – To nie jest wygodne rozwiązanie, ale myślę że jest spowodowane obecnością tego a nie innego partnera technicznego. Generalnie fajnie się biegło te 20 kilometrów 🙂 Mam nadzieję, że niebawem będzie kolejna okazja!

      Polubienie

      1. Pogoda pokrzyżowała plany wtedy 🙂 ale ogólnie jest kilka kapel muzycznych dających czadu 🙂 expo też jest bardzo fajne no i wykłady dla uczestników pólmaratonu, a w sumie dla wszystkich chętnych, gdzie można posłuchać naprawdę ciekawych ludzi. Ważne, że Wrocław ma do kogo się równać i skąd czerpać wzorce 🙂 W Poznaniu lubią narzekać na organizacje półmaratonu i maratonu, ale nie doceniają tego co mają 🙂

        Polubienie

  4. Świetna relacja – zawsze chciałem poznać perspektywę pacemakera. Jeszcze mam dużo do zrobienia na tych dystansach, ale za każdym razem myślę sobie czy by właśnie nie spróbować się w tej roli. Twoja relacja jest bardzo cenna!
    Czytając Twoje uwagi co do organizacji biegu, przypomina mi się Maraton Wrocławski, w którym brałem udział w ramach zaliczania Korony Maratonów Polskich – miałem podobne uwagi – trasa miejscami zbyt wąska, tłok i chaos na mecie… a największy dramat był z komunikacją. Zatrzymano całkowicie komunikację miejską, co zrozumiałe, ale nie zaproponowano żadnej komunikacji zastępczej np. na dworzec. Ja akurat musiałem dotrzeć do mieszkania kolegi i po kilkukilometrowym spacerze dotarłem do miejsca, skąd wziąłem taxi, ale sporo ludzi musiało czekać blisko 2-3 godziny na wznowienie komunikacji albo iść piechotą sporo kilometrów do dworca. Nie każdy, po maratonie, jest jeszcze w stanie zapitalać pół miasta na pociąg…
    Wracając do tematu relacji i biegu – świetna relacja i kawał dobrej roboty żeby tak idealnie wstrzelić z czasem. Zdarzyło mi się naciąć na „nieudane zające” – a tu PROFESKA! 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Chylę czoła przed Twoją ostatnią 140 km wyrypą w Bieszczadach 🙂

      Polecam kiedyś spróbować pobiec jako Pejs. Oczywiście w zakresie, który jest dla Ciebie 100% komfortowy, to bardzo satysfakcjonujące doświadczenie!

      Sam od lat mam duże zastrzeżenie do wrocławskich imprez spod szyldu Półmaratonu i Maratonu w kontekście funkcjonowania MPK tego dnia. Miejsce, gdzie jest meta staje się totalnie wyizolowaną wyspą. Prawie zawsze wracam z niego do domu spacerem (5 km…), i na szczęście nigdy nie było tak źle, że nie byłbym w stanie iść. Generalnie paraliż komunikacyjny dotyka prawie całego miasta i od lat nie ma pomysłu na jego skuteczne zrealizowanie….

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s