„Mieszczuch” vs Ultra Trail

 

Kilka słów podsumowania z mojego przezbrojenia się w kierunku biegania po górach, czyli co właściwie robię, aby te zawody pokonywać z radością.

Kolejny raz realizuję swój plan na sezon, który polega na intensywnych przygotowaniach do ‘wiosny’ na asfalcie, a następnie przejściu w bieganie trailu. Mam taką właściwość, że po przebiegnięciu głównego startu, którym jest maraton, ‚siada’ we mnie motywacja na odcinanie kuponów i ściganie się na krótszych dystansach. Taki klasyczny chyba post-maraton blues. Dlatego właśnie korzystam z uzyskanej kondycji i kombinuję, głównie dla satysfakcji z pokonywania kolejnych barier. Zwłaszcza, że całkiem niedawno szybkie przemierzanie gór było dla mnie całkowitą abstrakcją.

Gdybym chciał opisać swoje odczucia wobec gór, to wpis pewnie byłby za długi do przeczytania nawet dla moich najbardziej zagorzałych fanów. Podejrzewam, że jest to efektem tego, że w młodszych latach bardzo rzadko miałem okazję wyjść na szlaki, a większość kontaktu z górami ograniczała się do widoku zza szyb samochodu. Teraz z wielką swobodą mogę ‚nadrobić’ zaległości.

Ten rok pod względem startów górskich jest dla mnie przełomowy. Ostateczna realizacja planu zacznie się 2 czerwca, od udziału w Biegu na ponad 70 km podczas Chojnik Maratonu. Do tego właśnie startu mam teraz maksymalną mobilizację. Następnym celem jest start na początku lipca w Supermaratonie Gór Stołowych, co traktuję jako rewanż za zeszły rok. Nie wykluczam, że przy dobrej passie wezmę też udział w jednym z biegów podczas tegorocznej edycji Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Co do ostatniego mogę w pełni zadeklarować, że na pewno będę w Lądku Zdroju, bo kocham tą imprezę z całego serca 🙂

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że te wyczyny całkiem nieźle zamordują wypracowaną technikę biegu. W zamian odbieram atmosferę, która towarzyszy zmaganiom tam, gdzie rządzi przyroda. W połączeniu z maksymalną koncentracją na zbiegach i ciężką lekcją pokory mam wrażenie, że działa to na mniej mocniej niż jakakolwiek dostępna używka. W pakiecie jest też klimat stworzony przez ludzi, którzy tak jak ja są wciągnięci w tą pasję. Spotykam ich regularnie i widzę, że to w tej ‚nienormalności’ jesteśmy dla siebie bardzo bliscy. Jest to dla mnie swoista psychoterapia i proces, który rozluźnia całą spinę, którą w sobie buduję w biegach ulicznych. Być może z tego powodu kiedyś nastąpi ten moment, że zrezygnuję z biegów ulicznych całkowicie.

Nie sposób jest po prostu zacząć biegać po górach. Specyfika tej dyscypliny polega na zmianie pracy ciała, które wcześniej było przygotowane na pokonanie względnie prostego dystansu niczym pocisk. Moja metoda na przerobienie się w „górala” ewoluuje i każdego roku staje się coraz bardziej skuteczna.

Moim zdaniem podstawą na przygotowanie organizmu do ultra jest trening na zmęczeniu. Wiem, że być może zostanę tutaj przez niektórych wyklęty, ale nie można zaprzeczyć, że dzięki temu po kilkudziesięciu kilometrach solidnej orki chociażby głowa będzie w stanie wykrzesać z siebie odpowiedni potencjał, by zwyciężyć kryzys. Częste wychodzenie ze strefy komfortu mięśniowego to dla mnie podstawa.

Ciągle walczę też ze swoją największą słabością, którą są niestabilne stawy skokowe. Ze wszelkich sił postanowiłem zminimalizować ryzyko ponownej kontuzji. W tym celu postawiłem na solidną pracę nad przywróceniem ich stabilizacji. Zrobiłem również rozpoznanie w dostępnych modelach butów biegowych i doszedłem do wniosku, że muszę celować w modele mniej amortyzowane – biorąc pod uwagę rezygnację z komfortu na rzecz dobrego czucia podłoża i możliwości szybkiego reagowania ciałem na wszelkie niestabilności. Dlatego właśnie biegnę w stosunkowo lekkich dla większości Inov-8 Terraclaw 250.

Hołdując zasadzie – „trenuj tam, gdzie startujesz” wykorzystuję dostępny czas na trening w górach. Poza specyficzną okazją do ‚zmordowania nóg’ chodzi tutaj też o trening układu nerwowego, który oczywiście wolniej się przystosowuje do tej burzy bodźców towarzyszącej biegom górskim. Mam to szczęście, że jest Ślęża, która umożliwia trening pod prawie każde typy zawodów. Dodatkowo wraz z Vege Słonikiem – moim przyjacielem zrobiłem rekonesans trasy Chojnika 70 z hakiem. Zawodów, przed którymi czuję spory respekt. W dwa dni udało się nam przemierzyć niemal każdy fragment trasy. Byłem pod wrażeniem łatwości sprostania warunkom długości treningów (oba biegi trwały ponad 4 godziny) oraz ogromu pokonania różnic wysokości.

g0043348_1526136645417_high1920136375.jpg
Ciekawostki z czeskiej strony Karkonoszy 🙂

Bardzo ważnym akcentem było uzyskanie bezcennej wiedzy od mojego towarzysza, który jest solidnym wyjadaczem górskiego biegania. Dzięki temu, poza samym poznaniem trasy mogłem podpatrzeć i również nauczyć się skuteczniejszych metod w szybkim przemierzaniu najbardziej technicznych odcinków trasy. Po wielu miesiącach miejskiego biegania jest to na wagę złota!

Obecnie jestem znacznie lepiej nastawiony psychicznie na to, co mnie czeka. Mam wiarę w potencjał do udanego debiutu na tak długim dystansie. Największą walką będzie umiejętność kontrolowania siebie w najbardziej wyczerpujących fragmentach.

Jestem już po ostatecznym sprawdzeniu dodatkowych akcesoriów, dzięki którym te ultra będzie łatwiejsze. Nie od dziś wiadomo, że poza warunkami fizycznymi panuje tutaj wyścig zbrojeń i jak dla mnie, sprzęt musi przede wszystkim nie sprawiać żadnych kłopotów.

Przetestowałem nową kamizelkę biegową (Camelbak Ultra Pro Vest) wraz z softflaskami. Muszę przyznać, że poprzednia kamizelka nie dawała takiej wygody. Jeżeli będziecie zainteresowani testem porównawczym obu kamizelek to chętnie dla Was taki tekst przygotuję.

Jeśli chodzi o odżywianie się na trasie to zdecydowałem się na wybór żeli energetycznych nowej na naszym rynku marki #DASHRADE. Już podczas ostatnich tygodni miałem okazję sprawdzić ich działanie na sobie i nawet w trakcie najdłuższych jednostek treningowych nie odczułem spadku energii jak również, mój dość wrażliwy żołądek nie wykazywał tendencji do strajku.

gopr3291_1526136559084_high1996400663.jpg

Zbieg okoliczności sprawił, że tak trudny debiut jak mój będzie dotyczyć kilku znanych mi osób. Niesie to trochę pokrzepienia, mamy wspólny temat i myślę, że dzięki temu łatwiej jest nam wszystkim znieść presję nadchodzącego startu.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s