Czy sportowiec amator powinien korzystać z usług dietetyka?

Nadchodzący sezon biegowy zwiastuje właśnie ‘sezon na wytop’. W toku realizowania swojej pasji, wielu sportowców amatorów zaczyna zastanawiać się nad usprawnieniem swojego sposobu odżywania się. Wszystko oczywiście zależy od celu jaki chce się osiągnąć – dla jednych będzie to po prostu schudnięcie, dla innych usprawnienie funkcjonowania organizmu podczas długotrwałego wysiłku.

Banałem jest stwierdzenie – jesteś tym, co jesz – lub też ogólne pojęcie, że bez odpowiedniego paliwa żadna maszyna nie będzie stanie pracować w pełni wydajnie. Wraz ze zmianą stylu życia na zdrowszy, powinna rosnąć świadomość tego, co ląduje na naszym talerzu. Bardzo wielu otyłych ludzi, mimo spożywania pokaźnych ilości jedzenia jednocześnie ma spore niedobory mikro- oraz makroelementów. Jedną z przyczyn może być tutaj monotematyczność diety z naciskiem na spory udział produktów przetworzonych.

Z pomocą mogą przyjść przeróżne informacje zawarte w Internecie i książkach. Problem w tym, że sporo rewelacji jest pseudonauką albo po prostu nie ma zastosowania do każdej dyscypliny sportu. Nie ma co ukrywać – większość poradników odnosi się do robienia ‘formy na plażę’, czyli kulturystyki. Trudniej jest kiedy mówimy o dyscyplinach wytrzymałościowych, jak na przykład bieganie.

W toku własnej nauki próbowałem wielu patentów dietetycznych. Pewnym przełomem stała się lektura ‘Wagi Startowej”.  Wtedy właśnie dotarło do mnie, jak kluczowe znaczenie w dyspozycji sportowca danej dyscypliny ma rozdział składników makrobiotycznych (węglowodany, białka i tłuszcze). Spędzałem naprawdę sporo czasu zliczając wszystkie pozycje do dzienniczka dietetycznego. Denerwowałem się gdy byłem już po kolacji, a mimo spełnienia zapotrzebowania kalorycznego dalej chodziłem głodny. Najgorzej było w dni nie treningowe, gdyż zgodnie z założonym wtedy reżimem nie powinienem był zjadać więcej, niż potrzeba tego dnia. Totalna paranoja, bo przecież organizm to nie piec. Suma summarum nie umiałem zejść do tej wymarzonej wagi, co było prostą drogą do kompletnej frustracji! 

Sezon był już bardzo blisko, a mając doświadczenia z poprzednich lat wiedziałem, że głodząc się na siłę mogę tylko pogorszyć przygotowania. Zgłosiłem się ze swoim celem do dietetyka. Potraktowałem to jako inwestycję w swoją wiedzę, której przy wyborze diety pudełkowej raczej bym nie poszerzył. Wypełniłem bardzo pracochłonną ankietę, konieczne były też badania krwi.

Co się okazało?

  • Jako osoba z niedoczynnością tarczycy popełniałem mnóstwo błędów żywieniowych, które skutkowały spowolnieniem metabolizmu. To głównie dlatego mimo ‘cięcia talerza’ nie mogłem schudnąć oraz regularnie chodziłem przemęczony
  • Nie byłem świadomy że spożywam za dużo tłuszczu. Co w przypadku diety wegańskiej nie jest takie trudne. Tutaj co chwile jakiś pasztecik, orzechy, oliwa, hummus sprawiają, że wchodziło do gęby tego zdecydowanie za dużo.
  • Jadłem za małe porcje (kalorie były ok!) co wcale nie jest takie super gdy trenujesz bieganie. Dowiedziałem się przy okazji, czym jest „trening jelit” – wcale nie takie powszechne pojęcie, mimo iż gra ono potężną rolę w żywieniu biegacza długodystansowego.

Po krótkim czasie przyszła rozpiska, uszyta wręcz jak idealny garnitur. Posiłki okazały się ekspresowe w przygotowaniu – czyli idealne dla zabieganego korposzczura. Przede wszystkim nie oznaczały też monotonnego jedzenia identycznych kompozycji na zmianę. Liczył się w niej rozsądek – dietetyk, pozwolił na pewną swobodę w ramach przyzwyczajeń.  Zalecił też trzymanie się tygodniowego bilansu kalorycznego zamiast codziennego główkowania nad tym, co by tu jeszcze dorzucić by nie paść z głodu. Zrobiło to na mnie bardzo dobre wrażenie i co najważniejsze przestałem chodzić głodny. Dodam, że niektóre ‘michy’ byłe bardzo trudne do przejedzenia ze względu na objętość. I przede wszystkim, bardzo smaczne! Poznałem, że w odpowiednim podejściu jest miejsce nawet na słodkości, co wcale nie przeszkadza w byciu odżywionym.

Nie robiąc telewizyjnego okrzyku  „to niewiarygodne!” udało mi się bardzo skutecznie osiągnąć wyznaczony cel. Wyciągnąłem z tej współpracy bardzo dużo użytecznej wiedzy i teraz jest mi znacznie łatwiej komponować kolejne tygodnie posiłków. Zdobyłem też znacznie rozsądniejsze podejście do żywienia. Wiem już, że jednym weekendem ewentualnego obżarstwa nie jestem w stanie popsuć sobie efektów konsekwentnej pracy nad jadłospisem. W przeciwieństwie do codziennego podjadania żywności bardziej przetworzonej, na którym zdarza mi się jeszcze łapać. Tylko tak jakby trochę rzadziej, bo wszystko jest dla ludzi.

Pytaniem jest, czy jako sportowiec amator naprawdę warto jest aż tak angażować odżywianie jako kolejną jednostkę treningową ? Jak dla mnie tak. Nie po to przecież spędzamy te setki godzin ‘w trasie’ by kolejny raz na zawodach powiedzieć, że nie mieliśmy sił ich ukończyć. Albo co gorsza, spędzić pewien czas w poszukiwaniu Toi Toi na trasie, co też nie jest rzadkością. To też inwestycja nie tyle w wyniki, co w zdrowie. Gdy uprawiamy jakiś sport chcemy czuć się lepiej i mieć z tego radość. Dlaczego więc pewne dolegliwości, muszą nam ją odbierać?

Najważniejszym dla mnie kryterium był też sposób podejścia do klienta, otwartość do odpowiedzi na szereg pojawiających się ciągle pytań i odpowiedni sposób empatii wobec wątpliwości, z jakimi każdy się zmaga na co dzień.

W obecnej chwili mam przyjemność korzystać z planów dietetycznych przygotowanych przez Agnieszkę Pietrzyk – która prowadzi też bloga http://biegiemdolodowki.pl

Dzielimy się nie tylko zamiłowaniem do diety roślinnej, jak również pasją do biegania 😊

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.