Film na trenażer #1 – 12 Małp

Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł na stworzenie pewnego cyklu dla tych, którzy podobnie jak ja zdecydowali się pracować nad swoją formą korzystając z trenażera. Nie ukrywam, że równie szybko go zaniechałem ponieważ jak większość gorąco liczyłem, że sezon zbliża się wielkimi krokami i nie będzie potrzeby się tutaj produkować – po prostu każdy będzie już trenował w terenie.

Smutna rzeczywistość sprawiła jednak, że plany się trochę pokomplikowały, a mój wielomiesięczny mariaż musi być kontynuowany. I siłą rzeczy zatem taki cykl powstał 🙂 Mam nadzieję, że znajdzie pewne grono odbiorców.

Doskonale rozumiem, że jazda na trenażerze jest dla wielu niesamowitą udręką – nie ma chyba drugiej równie wielkiej okazji do zalania się potem. W dodatku brak zmiennego krajobrazu sprawia, że dla wielu minuty trwają wiecznie. W związku z tym uciekają się oni do urozmaicenia monotonnych minut kręcenia korbą w domowym zaciszu. Znam takich, którzy potrafią wtedy czytać książki (podziwiam), innym wystarczy dobra płyta lub też podcast. Świetnym, chociaż drogim rozwiązaniem jest wykorzystanie nowoczesnych platform treningowych, takich jak Zwift albo Tacx Training App. Sam z nich korzystałem i wprowadzenie tej grywalizacji sprawiło mi dużo przyjemności podczas treningu. Niestety są one też dość kosztowne.

W związku z powyższym zdecydowałem się powrócić do praktykowania regularnego korzystania z serwisów streamingowych – w tym przypadku Netflix. Wybór programów jest dość bogaty i każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Tylko czy oby na pewno każdy film nadaje się na trenażer? Czy jego fabuła i sposób poprowadzenia narracji sprawia, że podczas oglądania w trakcie treningu będziemy w stanie nie gubić wątku i historia będzie dalej tak samo ciekawa? Temu służy właśnie mój minicykl filmowy.

Postanowiłem, że w trakcie treningu obejrze dany tytuł i korzystając z mocno subiektywnych kryteriów oceny stwierdzę, czy dana produkcja da się obejrzeć bez postradania zmysłów. Tym razem wybór padł na film 12 Małp w reżyserii Terry Gilliama (tak, tego od Monty Pythona). W dużym skrócie – więzień zostaje wysłany w przeszłość, aby zapobiec wybuchowi epidemii, która prawie całkowiecie zniszczyła ludzkość.

Można rzec – cóż za zbieg okoliczności! Akurat szaleje na Ziemi pandemia i mocno promowane jest zachowanie #ZostańwDomu, do którego się przyłączam. Mocny, dystopijny klimat bliskiej przyszłości (akcja zaczyna się w 2035 roku) przestawia brutalny świat, w którym ludzkości prawie już nie ma. Jak powiedział Jakub Dębski: „To dobry rozrywkowy, choć bajzlowaty scenariusz, który niestety jest naznaczony kiczowatą naiwnością i przesadą kina akcji lat 90tych”. I ja się pod tym podpisuję, dialogi są banalne, sceny nie wymagają zbyt dużego zaangażowania uwagi w trakcie wykonywania danej jednostki treningowej. Nic tylko jeździć. Duża dynamika przedstawionych scen i ciekawość poprowadzenia fabuły sprawia, że film miło ułatwił mój długi, 2 godzinny trening bez zbędnego angażowania się w głębszą analizę dzieła.

Moja ocenia 8/10. Dobry na długi rozjazd w tlenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.